blank

Rozmowa z Alainem Mompert, ambasadorem Tour de Pologne, Opiekunem Sędziego Głównego

Jak się Pan znalazł w Polsce?

W roku 1989 przyjechałem, trochę przypadkowo, na urlop do Polski. Pamiętam jak dzisiaj, 29 lipca o godz. 15.00 znalazłem się na obwodnicy w Osowie. Gdy przekraczałem granicę w Kołbaskowie nie znałem w ogóle języka polskiego (rozmowa odbyła się po polsku). Wszystkie słowa były dla mnie bardzo trudne. Dzień wcześniej ze swoją znajomą, Polką z którą podróżowałem, spędziłem wieczór w Hanowerze u polskiej rodziny. Koło 12.00 w nocy rozumiałem już prawie wszystko po polsku (śmiech). Tak mi się przynajmniej wówczas wydawało. Zapamiętałem jeden zwrot – „na zdrowie”. Było często powtarzane tego wieczoru. Gdy polski pogranicznik patrząc na mój francuski paszport powiedział „Francja elegancja”, oczywiście odpowiedziałem mu „na zdrowie”. 

Jak zaczął się Pana związek z Tour de Pologne?

Poznałem kiedyś polskiego kolarza Piotra Wadeckiego w Żukowie, małej miejscowości pod Trójmiastem, gdy on jeszcze nie był kolarzem zawodowym. Przedstawił mi go jego teść. Piotr powiedział mi wtedy, że jego marzeniem jest udział w Tour de France. Obiecałem mu – gdy rzeczywiści wystartujesz w Tour de France, ja będę Ci kibicował. Stało się to w roku 2000. Warto podkreślić, że był to pierwszy polski kolarz, który ukończył cały Tour de France. A jest to bardzo trudne. Zaprosiłem jego ojca i teścia, pokazałem wyścig. To było w lipcu. Wtedy Tour de Pologne był rozgrywany we wrześniu. Przyjechałem wtedy pierwszy raz do Polski, jako VIP. Poznałem wówczas Czesława Langa. I tak zaczęła się moja przygoda z Lang Team i Tour de Pologne. Zacząłem robić Radio Tour po francusku. Zaprzyjaźniłem się z Czesławem i jego ludźmi. Potem poproszono mnie o prowadzenie auta sędziego głównego. A nie jest to takie proste, bo nie chodzi o zwykłe prowadzenie samochodu. Kierowca tego auta musi mieć oczy dookoła głowy, bo kolarze są wszędzie, zwłaszcza gdy jedziemy na ostry zjazd. Dbamy o bezpieczeństwo i sami musimy przestrzegać reguł bezpieczeństwa.

Co jest najbardziej chwytającego za serce w Tour de Pologne dla człowieka, który jest związany z tą impreza od 21 lat?

Powiedziałbym, że moja żona Grażyna, Polka (śmiech). Ona też wspiera Tour de Pologne i Lang Team, od kiedy została moją żoną. Tour de Pologne jest przede wszystkim świetnie zorganizowanym wyścigiem klasy World Tour UCI. Perfekcyjna organizacja, zabezpieczone i oznakowanie trasy, doskonałe hotele dla zawodników. W Tour de France nie ma hoteli tej klasy. Zapewniam. Dbałość Lang Team o bezpieczeństwo i komfort ekip jest na najwyższym światowym poziomie. Warto podkreślić, że przez ten wyścig pokazujemy piękno Polski w wielu krajach, gdzie pokazywane są w telewizji zmagania w ramach Tour de Pologne. Najlepiej, gdy wyścig jest spokojny, profesjonalnie przygotowany, jest piękna pogoda ułatwiająca zadanie zawodnikom, ale też zachęca publiczność do licznego uczestnictwa. 

Gdy Pan patrzy z perspektywy 21 lat na Tour de Pologne, to co się zmieniło? 

Dzisiaj Tour de Pologne jest organizowany w ramach World Tour, a to zobowiązuje do przestrzegania wytycznych UCI.  Warto podkreślić, że Tour de Pologne ma ocenę 98 punktów na 100 możliwych w rankingu UCI. Prawie maksimum. Dlatego kolarze i ekipy techniczne lubią przyjeżdżać do Polski. Świetna organizacja, zaangażowani kibice. Piękne miasta. 

Co do wyścigu, z Pana obserwacji, wnosi Czesław Lang?

Przede wszystkim oddziałuje swoją charyzmą. On ma to coś. Mobilizuje, zachęca, zaraża miłością do kolarstwa. Gdy o coś prosi, trudno mu odmówić. Stworzył wielką imprezę i nie mówię tego, bo go wspieram. On jest naprawdę kreatorem Tour de Pologne w znanej nam formie. Moim zdaniem, mógłby zostać Prezydentem Polski, wybranym przez 89% ludzi (śmiech). I przygotowuje już drugą zmianę, swoje oczko w głowie, córkę Agatę. Piękną, mądrą, kompetentną, zaangażowaną.

Jakie zdarzenie z tych 21 lat, związane z Tour de Pologne, utkwiło w Pana pamięci najbardziej? 

Pamiętam, gdy startowaliśmy w Gdańsku i Lech Wałęsa dał sygnał do startu. Jechaliśmy etap do Bydgoszczy. I nagle, zaraz po stracie, zerwał się straszny wiatr, łamiący drzewa, rzucający duże gałęzie na drogę. Silny deszcz. Sędzia główny mówi „dajmy sobie trzy minuty”. Bo sytuacja wyglądała groźnie i myśleliśmy, że trzeba będzie zatrzymać cały wyścig. Zdrowie i życie zawodników jest priorytetem. Po chwili wszystko się zmieniło. Wyszło słońce i pojechaliśmy dalej. Inne zdarzenie, które mi utkwiło w pamięci, to gdy dwa lata temu zmarł jeden z zawodników na trasie wyścigu. Nie na skutek wypadku. Jadąc etap zasłabł i zmarł. Dramat, ale niestety zdarza się. Wszyscy uczestnicy wyścigu, chcąc uczcić jego pamięć pisali #forBjorg #143. Wszyscy. Ale zdarzenie, którego nie zapomnę do końca życia, to historia z roku 2008 roku. Jechaliśmy etap, mijając obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Dzień wcześniej, razem z sędzią głównym, odwiedziliśmy obóz i złożyliśmy kwiaty. Ale nie zapomnę obrazu, gdy cała kolumna w trakcie startu honorowego mijając obóz wyłączyła wszystkie sygnały radiowe, mikrofony i w milczeniu stanęła przed bramą obozu. Przedstawiciel każdego narodu, który wtedy jechał w wyścigu, podszedł pod bramę i położył różę, upamiętniając pomordowanych. Nawet dzisiaj, jak to mówię, czuję ciarki na skórze. I to jest to co Polska potrafi robić. 

 

blank