
Jak wygląda praca fotografa na Tour de Pologne? Szymon Gruchalski o swojej pracy
Większości kibiców wydaje się, że fotograf na wyścigu kolarskim po prostu robi zdjęcia. Tymczasem – jak podkreśla Szymon Gruchalski, oficjalny fotograf Tour de Pologne – rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Jesteście ciekawi jak wygląda praca fotografa na wyścigu kolarskim? Zapraszamy do lektury!
“Myślę, że ta praca wygląda nieco inaczej, niż większości się wydaje. Większość osób uważa, że fotograf robi zdjęcia, no bo tak jest, ale 80, jak nie 90 procent mojej energii idzie na wszystkie inne rzeczy, które są dookoła tych zdjęć”, opowiada Szymon.

Za jednym kadrem stoi planowanie, analiza i logistyka. Każdy etap zaczyna się dużo wcześniej, zanim peleton pojawi się na horyzoncie. “Już przed etapem jest samo przygotowanie – sprawdzenie trasy, gdzie ewentualnie można peleton wyprzedzić bokiem, jakimś skrótem, gdzie nie, a gdzie można przechodzić normalną drogą przez peleton. Żeby zrobić dobre zdjęcie, trzeba czasami się zatrzymać i poczekać na grupę, zrobić zdjęcie od boku, a później trzeba go wyprzedzić. To wszystko się dzieje już przed”.
W trakcie rywalizacji nie ma miejsca na przypadek. Fotograf pracuje w samym sercu wydarzeń – na motocyklu, tuż obok zawodników. “W trakcie etapu trzeba bardzo uważać, bo poruszamy się cały czas blisko kolarzy, jest duża prędkość, inne auta, są regulatorzy, którzy pomagają regulować ruchem. Oni z reguły zakazują rzeczy niebezpiecznych, a niebezpiecznie jest w mieście, na zjeździe, na zakrętach, na rondach. Priorytetem jest zdrowie kolarzy, musimy się do tego dopasować i mamy tak naprawdę bardzo małą przestrzeń na fotografowanie”.
Wybór miejsca do zdjęcia to nie kwestia przypadku czy estetyki, ale przewidywania tego, co za chwilę może się wydarzyć. “To nie jest tak, że robimy zdjęcia tam, gdzie nam się do końca podoba, tylko to też trzeba antycypować, myśleć do przodu, i przeczuwać jak to się wszystko wydarzy”.


Dzisiejsze kolarstwo to także wyścig technologiczny. Zdjęcie musi być nie tylko dobre, ale przede wszystkim szybkie. Poza okiem kibica toczy się drugi wyścig – między agencjami fotograficznymi. “Nikogo dzisiaj nie interesuje zdjęcie oglądane po godzinie od sytuacji, która się zdarzyła, więc trzeba to wszystko natychmiast wysyłać. Cały czas router w kieszeni jest włączony i wysyłanie materiału następuje prosto z dwóch aparatów – podczas jazdy motocyklem. Wszystkie informacje typu premie, sprinty, ucieczka dnia, meta, wszystko natychmiast musi być wysyłane. W dzisiejszych czasach priorytetem jest czas. Dosłownie mierzy się czas, w jakim zdjęcie wpłynęło na serwer od momentu, kiedy zostało wykonane. Agencje się ścigają, żeby ten czas skrócić, bo gazety czy portale internetowe wezmą zdjęcie, które pierwsze się pojawi. Wtedy dana agencja zarabia. To jest drugi wyścig, którego nikt nie widzi między nami, fotoreporterami”.


Fotograf musi być również gotowy na sytuacje nieprzewidywalne. Zarówno te, które dzieją się w wyścigu między zawodnikami, ale także np. jeśli chodzi o pogodę. Deszcz tak samo jak kolarzy, potrafi być bezlitosny dla fotografów na motocyklu. “Kraksy dzieją się niespodziewanie, ale można przewidywać, gdzie one się wydarzą i czasami faktycznie celowo jedziemy z tyłu za peletonem. Czekamy, bo mimo wszystko ta kraksa też jest jakimś newsem, zwłaszcza jeśli uczestniczy w niej lider czy faworyt. Zatrzymujemy się, robimy zdjęcie, ale nie pastwimy się nad zawodnikiem, jedziemy dalej. Musimy także przewidywać pogodę, sprawdzamy czy np. na jakimś górskim etapie w Alpach jest jeszcze śnieg lub czy po prostu będzie padał deszcz. Zawsze na motocyklu mamy sprzęt przeciwdeszczowy. Próbowałem przez wiele lat różnego rodzaju Gore-Texów, membran, a najlepiej sprawdza się peleryna za 5 euro z Decathlonu, która nic nie przepuści i taka peleryna już wiele razy uratowała mi życie. Buty nieprzemakalne i to tyle”.
Podsumowując, praca fotografa sportowego na Tour de Pologne to nie tylko umiejętność uchwycenia idealnego kadru, ale przede wszystkim ogromna odpowiedzialność, refleks, planowanie i odporność na trudne warunki. To zawód, w którym liczą się sekundy, przewidywanie wydarzeń i zdolność działania pod presją, przy zmiennej pogodzie. Z drugiej strony to niepowtarzalna możliwość śledzenia wyścigu “w pierwszym rzędzie”, tuż obok zawodników. Jak pokazuje doświadczenie Szymona Gruchalskiego, za każdym zdjęciem, które kibice oglądają w mediach, stoi niewidoczna praca, poświęcenie i drugi, równoległy wyścig – w którym metą jest moment publikacji fotografii.



